30
września
2006
egzamin magisterski to 10 minut gleby a dyplom jest na cale zycie.
u mnie to bylo raczej 40 minut, a glebe to mieli ci co mnie pytali, bo pytania byly jakies takie proste :]
wkuwalem algebre, topologie, prawdopodobienstwo, teorie kolejek, a pytali z analizy matematycznej i funkcji analitycznych - glownie o wlasnosci funkcji ciaglej [ = material glownie z liceum], rotfl.
wyszedlem totalnie wyluzowany, zadowolony i bezstresowy. zamiast na browara poszedlem sie wreszcie porzadnie wyspac.
krotko mowiac F**K YEAH

teraz trzeba znalezc sobie prace :/
28
września
2006
zaczalem pomalu klepac program o ktorym wczesniej wspomnialem. musze pamietac o metodzie malych kroczkow - nie wszystko naraz, bo nic mi z tego nie wyjdzie. na razie nawiazuje polaczenie z systemem graficznym i wyswietla pare informacji o ekranie, wiec nie jest az tak zle :]
przy okazji okazuje sie ze C nie rozni sie tak bardzo od C++, ktorego sie uczylem...przynajmniej na tym poziomie. ^_^
no i juz nauczylem sie paru przydatnych rzeczy. nie ma to jak stawianie sobie wyzwan ^_^.
moze jednak bedzie ze mnie jakis tam programista na poziomie? :D
ech, nie moge sie juz uczyc, wiec bede pewnie dalej klepac.
27
września
2006
dzisiaj wrocily muchy. dwie z nich byly na tyle bezczelne ze siadly mi na lcd i zaczely sie...bzykac.
wysiadla mi zarowka w lampce. ku mojej uciesze znalazlem zapasowe zarowki....100W kazda :|
generalnie czlowiek czasami sie irytuje. a to jakies szkodniki
go irytuja, a to lampka wali mu po oczach jak na przesluchaniu.
poza tym nie ma ochoty sie juz uczyc do ostatniego egzaminu na
studiach. aargh! 
doslownie zalamka. nie wiadomo co robic. trzeba odetchnac.
26
września
2006
czasami bywa tak ze czlowiek chcialby programowac, ale nie wie co ma napisac. zeby nie zapomniec do reszty jak sie to robi, postawilem sobie proste zadanie - napisze sobie gadżet na desktop, który wisi koło kursora myszki i pojawia się tylko w określonej sytuacji. na nim będa najważniejsze zadania w postaci ikonek, zdefiniowane przez usera. niby sa juz takie rzeczy, ale wole to zrobic po mojemu :]
wazne zeby stawiac sobie cele. reszta to kwestia czasu :]
właśnie siadlem w przerwie w zakuwaniu na magisterke do czytania tutoriali o Xlib. yay!

25
września
2006
właśnie popełniłem pierwszy własny chartstyle na last.fm. te ktore biore czesto znikaja :/ i zostaje mi obrazek który się nie aktualizuje. tak jak to co do tej pory było pod komentarzami
pomeczyłem się ze swoimi nikłymi umiejętnościami graficznymi i wyszło mi takie cuś
ujdzie? [lubię szary, od razu powiem :D]

25
września
2006
ostatnio przyłapałem się na tym, ze przekonwertowalem kolejna osobe na jabbera, z "jedynego slusznego komunikatora" :] yay. musze zalozyc jakis licznik czy co.
poczulem sie do misji ratowania poczatkujacego linuksiarza przed staniem sie linuksowym dzieckiem neostrady (takie mutacje trzeba tepic, wystarczy ze sa na windows :D), moze sie wyprostuje (wykrywania ukrytych userow mu sie zachcialo, kurna :D).
z instalacji kadu + spy na linuksie zeszlo na psi (mam talent do
manipulacji/perswazji/itp
). teraz ani on nie moze nikogo
wykryc, ani nie moga jego. tez dobrze :]
niestety standardowe psi z ubuntu mu nie odpowiadalo. skompilowalem mu specjalna wersje z patchami ("bo nie ma opisow na liscie kontaktow", grr :D). glupio sie czulem kompilujac psi na moim gentoo, czlowiekowi ktory ma ubuntu. ale ku mojemu zaskoczeniu - dziala! :D (teoretycznie jest wiecej powodow dla ktorych nie powinno, niz okolicznosci sprzyjajacych :D). w kazdym razie gosciu jest zadowolony i zostalem [ znowu ] nazwany "hardkorowcem" :] (ktory to juz raz...)
ehhh :D

24
września
2006
mam za duzo muzyki :]
sciagnalem nowy podcast z hospital records. na koncu byl fajny kawalek. przesluchalem go pare razy po czym probowalem go zidentyfikowac. na prozno. szukalem wszedzie. wszedzie, poza....dyskiem :]
mialem juz ten utwor tylko ze go nie przesluchalem :/
faktycznie "najciemniej pod latarnia" :]
17
września
2006
ostatnio mam duzo wolnego czasu, bo trudno zlapac promotora. generalnie nie mam czego sie uczyc do egzaminu i jakos tak dretwo. zaczalem wiec nadrabiac zaleglosci w grach na ps2 ^_^.
w kazdym razie - ostatnio siedze przy Ring Of Red. strategia, ale nie turowa :]
tutaj macie recenzje screeny itp. moze kogos zachece do tego typu gier :P
14
września
2006
moja siostra jest nienormalna. tak tak. z cala obiektywnoscia moge to stwierdzic.
otoz, kupila sobie wczoraj sluchawki do skype'a. takie z mikrofonem.
dzisiaj rano obudzila mnie o 6:30 i wygonila z pokoju, bo "bedzie rozmawiac". po 4,5 godzinach snu polazlem do jej pokoju. gdzie biegal chomik, lozko bylo totalnym burdelem i wszedzie unosil sie smrod niemytego akwarium dla chomika. zdecydowalem ze wole wczesne sniadanie i brak snu.
w kuchni pietrzyly sie talerze, napoczete wedliny, sery, otwarte rozciapane na stole maslo. w takich sytuacjach jedzenie schodzi dla mnie na drugi plan, bo po prostu nie moge wytrzymac takiego bajzlu.
pol godziny pozniej zaczalem robic sobie sniadanie.
polazlem sie ogolic. ogolilem sie takze po pol godziny od wejscia do lazienki. pokoju siory nie mialem ochoty odwiedzac, bo zniknalbym na tydzien.
siora zlazla o 10.00 i gdzies sobie poszla.
zostawila mi brudne talerze po jedzeniu, przyklejona do stolu gume do zucia i mnostwo okruchow po chlebie na stole i w klawiaturze.
ja zaczalem planowac zemste. cierpliwosc ma swoje granice.
pojechalem na uczelnie. nie bylo mnie 2-2.5 godziny. wracam - siora przy skype, moj linux po chamsku zresetowany w polowie instalacji (gdyby to byly jakies istotne pakiety typu glibc/gcc to bym udusil na miejscu chyba) aktualizacji. od razu zaznacze ze od dawna tak nie postepowala z komputerem. po 5 minutach od mojego powrotu zeszla bez slowa z kompa i gdzies wyszla. wrocila o 20:00 i od razu do skype'a (odnosze wrazenie, ze tylko w tym celu wraca do domu, serio - pierwsze co robi, to sprawdza czy robie cos przy kompie. jak nie - skype. jak robie - nakaz ewakuacji)
wlasnie zeszla i powiadomila mnie ze umowila sie na rozmowe o ... 5:30. rano. i ze moge spac u niej w pokoju.
pierdole. wszystko ma swoje granice. nie dam sie traktowac
metoda faktow dokonanych ("a bo sie juz umowilam i za pozno" - a
gdzie jest mejsce na moja opinie?). 
nie umiem spac z nieludzko cuchnacym (dla mnie) chomikiem w jednym pokoju, ani tym bardziej na lozku u siory, w tym calym balaganie. niech sobie rano wlazi na kompa, (jak co dzien zreszta), niech sie tylko odwali od tego gdzie i kiedy spie. i niech mnie nie wygania z rana z mojego wlasnego pokoju. w skype przeciez mozna korzystac z klawiatury. do tej pory walczyla rano na gg i jakos dawalem rade spac.
sa przeciez jakies normalne godziny w ktorych mozna paplac z kolezankami o pierdolach.
a ona sobie w dzien odsypia, a po nocach tylko czeka zeby (od roku) przylezc do mnie o 6 rano i (od wczoraj) wyrzucic mnie z pokoju. zastanawiam sie co mnie jeszcze czeka.
no dobra, ponarzekalem sobie. troche mi lepiej. ale jutro o 5:30 zaczyna sie pieklo. pewnie bede wygladac jak zombie u promotora po takim poranku.
najlepsze jest to ze, ja wracam z uczelni, niedlugo potem siora sobie idzie, wracaja starsi zmeczeni z pracy i pretensje do mnie ze w domu burdel i nic nie posprzatane. ehhh
załamka. a wszyscy mi mowia ze to ja jestem uzalezniony od
komputera. kiedys w to wierzylem, teraz zaczynam watpic.

14
września
2006
bylem dzis na uczelni, zalatwilem kawalek roboty z papierami. do promotora jutro.
byly dzisiaj pokazy jakies, bo duzo ludu sie przewijalo. siedzialem na korytarzu, mijaly mnie grupy niedoszlych studentow [heh], kolesi ubranych jak kretyni, dziewczyn ubranych jak dz**ki [niemal doslownie] (u mnie w miescie licealistki jakies ladniejsze sa, mimo ze podobnie "wyksztalcone" :D),
az tu nagle na korytarz wyszlo pieciu kolesi o twarzach ktore raczej nie doswiadczaly intensywnego toku myslowego zbyt czesto. ubior tym bardziej to sugerowal. a te ich "inteligentne" spojrzenia...jak jeden luknal na mnie przechodzac obok, to az mnie zimno przeszylo :|
wesolo, ale z pewna agresja w glosie, pospiewywali a raczej dali mordy do slow "Auschwitz Birkenau, sialalalala"
minute pozniej przez korytarz przeszla kobieta o zrezygnowanym wyrazie twarzy - od razu bylo widac ze ich wychowawczyni.
sorry, ale ja wiecej do szkoly na staz nauczycielski nie pojde. nie bede probowac w szkole. juz chyba lepiej uciekne z kraju, bo to zaczyna mnie przerazac. stada kretynow w liceach (juz nie raz o tym pisalem), chamstwo na kazdym kroku, wszedobylskie dresiarstwo. niedlugo czlowieka napadna na uczelni. albo w kosciele.
ciekawe co wyrosnie z takiej mlodziezy. teraz to chyba tylko wojsko moze ich wyprostowac.
ehhh.... nie zebym sie oburzal na kazdym kroku o byle co, ale akurat wiem ze na uczelni jest kilku profesorow pochodzenia zydowskiego. troche to bylo nie na miejscu. ale do takich kretynow predzej dotrze sie piescia niz rozmowa.

14 września 2011, 22:19:53 | klucz ssh na gitorious |
Od niedawna przyłapałem się na tym że na gitorious.org przestał działać mój klucz ssh. Próba ponownej instalacji klucza powodowała jego odrzucanie ( " ssh key invalid " ).
Problem polega na tym ze zamiast user@host na końcu klucza trzeba wpisać swój email jaki podaliśmy przy rejestracji w gitorious.org. Być może problem nie dotyczy wszystkich, ale u mnie było to jedyne działające rozwiązanie.
04 lipca 2011, 12:48:34 | Tunelowanie esx po ssh |
Szybka notatka na przyszłość; aby wbić się na serwer ESX za pomocą vSphere poprzez tunel SSH, trzeba przeforwardować porty 443, 902, 903 oraz dodać wpis do hosts postaci
127.0.0.1 esxhost
bez tego nie pójdzie. Posiadanie wpisu określającego 127.0.0.1 jako "localhost" też z jakiegoś powodu nie wystarcza i dostaje się tajemnicze informacje o nieprawidłowym hoście, braku łączności itp.
02 sierpnia 2010, 20:12:02 | [mini] nietypowy problem CUPS |
ERRDOS - ERRbadaccess (Invalid open mode.) opening remote spool Test Page
W takiej sytuacji należy w windows w wlaściwościach drukarki odznaczyć "drukuj bezpośrednio na drukarkę". Dziwne, ale zostawię to sobie tutaj na przyszłość.