01
marca
2010
Wlasnie dowiedzialem sie ze w pracy zaorano nasz dotychczasowy system premiowy.
"Bo konsultant helpdesk to ma sie skupiac nie na tym zeby rozwiazac X zgloszen w miesiacu (za co ma premię), ale na tym zeby eliminowac bledy w oprogramowaniu i zgłoszeń było jak najmniej". Jak dla mnie to byl jedyny sposob wywalczenia jakiejs skromnej premii, a błędy się rozwiązywało bo w końcu te same w kółko powracające problemy to naprawdę irytujące zjawisko. Wycenianie klientów nie działa (walczą o każdą godzinę roboczą), a płatne nadgodziny nie opłacają się zupełnie.
O ile dotychczasowe wypadki i afery w pracy tylko troche zniechecały mnie do pracy, to teraz naprawdę nie mam już ochoty tutaj siedzieć.
04
lutego
2010
Od dzisiaj w moim miejscu pracy (helpdesk) pojawily sie nowe wytyczne.
Kiedy klient zglasza problem w systemie zgloszen (A) nalezy zarejestrowac zadanie w drugim systemie zgloszen (B), na ktorym nalezy rejestrowac swoj czas pracy nad wlasciwym zgloszeniem od klienta (uzywane przy rozbijaniu kosztow pracy kazdego pracownika na poszczegolne projekty). Zeby nie bylo nudno, gdy wymagana jest interwencja programisty nalezy mu napisac kolejne zadanie w systemie B.
W przypadku platnej uslugi nalezy w systemie A przy zgloszeniu zarejestrowac wycene, poczekac na akceptacje klienta, po czym w trzecim systemie ksiegowym (C) odnotowac platna usluge. Kiedy juz to wszystko zrobimy mozemy to wszystko pozamykac i popotwierdzac.
Dodatkowe uwagi -
W ten sposob problem ktory mozna klientowi rozwiazac w ~5 minut wymaga co najmniej 30 minut klikania w rozmaitych systemach. W przypadku platnej uslugi czas rozciaga sie o dodatkowe 30 minut, ze wzgledu na "wydajnosc" systemu ksiegowego. Nie uwzglednilem oczywiscie czasu realizacji prac programistow i negocjacji z klientem.
Mysle ze czas najwyzszy szukac nowej pracy, bo nie wiem jak bedzie wygladac kolejna iteracja tego mechanizmu.
23
marca
2009
Kiedy zacząłem pracę, tam gdzie teraz pracuję, zostałem rzucony na „głęboką wodę”. No, tak jakby. Po miesiącu pracy pomagałem przy wdrożeniu systemu u nowego klienta i zaraz potem zacząłem go samodzielnie obsługiwać. Robiłem błędy, mniej lub bardziej fatalne, ale jakoś dawałem radę i się wprawiałem, a dużych problemów nie było. Miałem farta, że o paru z nich nie dowiedział się nikt spoza mojego działu (tak sądzę).
Na pierwszym wdrozeniu coś podkusiło mojego szefa i dał podpuścić się kierowniczce sklepu. Ustawił jeden komunikat na tym sklepie na … niezbyt parlamentarny, w dosyć prymitywnym humorze.
To było w 2007, gdy zacząłem pracę. Pamietam to , byłem przy tym, zaskoczyło mnie to.
Od tamtej pory wiele się zmieniło. Moje niedopatrzenie sprawiło że feralny komunikat pojawił się na innym sklepie (jednym z około 30-40 obecnie otwartych). Rozpętała się afera, w którą zamieszany został zarząd obsługiwanej firmy, jak i tej w której pracuję.
Grozi mi albo obcięcie premii (nie bardzo mnie to martwi, bo dużo jej nie mam) na jakiś czas. W najlepszym przypadku. Albo wykopanie z pracy (oczywiście nikt tego bezpośrednio nie zasugerował, ale umiem czytać „między wierszami”). Nie czuję się szczególnie zmartwiony tym drugim, pomimo tego że ciężko znaleźć w mojej okolicy równie dobrą pracę. Jakoś tak, dziwnie.
A sama świadomośc że jednak mogę pracę utrzymać jakoś mnie … rozczarowuje.
Najlepsze jest to, że klient nie robi z tego afery, tylko zarząd w moim miejscu pracy. Uroki pracy w niedawno powstałej korporacji.
Mam ochotę ich po prostu z tym wszystkim zostawić i niech się sami martwią.
13
września
2007
W pracy szef zaproponowal mi przerobienie sie na programiste. Bo podobno z calego pokoju bazodanowcow jestem najbardziej „techniczny”. Stwierdzilem ze sprobuje. Jak nie dam rady to najwyzej poszukam nowej pracy. Ale jak sie ma szanse na cos nowego to trzeba ta szanse wykorzystac. A co.
16
sierpnia
2007
oddzwaniaja do mnie firmy w sprawie ofert pracy.
tych wyslanych jeszcze w maju.
nie ma jak refleks szachisty :]
18
kwietnia
2007
po rozmowie. jak zwykle zaskoczyli mnie "pants-down" dajac mi do napisania kartkowke z ... Oracle PL/SQL. przynajmniej nie bylo pytan o srodowiska serwerowe i korporacyjne. niedawno powtarzalem sobie sql na potrzeby poprzedniej rozmowy, ale czuje ze skiepscilem ta rozmowe i ten sprawdzianik.
poza tym generalnie stwierdzili ze przynajmniej mam niezle doswiadczenie z linuksem, ale glownie przez ich slowa przelazila jakas taka zjadliwosc i zlosliwosc. nie podobalo mi sie to, widocznie nie traktowali mnie zbyt powaznie.
generalnie lazi za mna jakis pech do rozmow. albo dadza kosmiczny temat, do ktorego potrzeba byc niezlym specjalista zeby odpowiedziec na co najmniej polowe pytan, albo rzuca z zaskoczenia cos takiego ze szczeka opada.
no coz, nie licze na to ze oddzwonia. moge isc do urzedu bezrobocia i zaniesc papierki. przelknac porazke i znowu szukac roboty.
cholera, zaczynam miec coraz bardziej wrazenie ze jestem kompletnie nieprzydatny. do czego ja sie nadaje? nawet na glupiego serwisanta sprzetu komputerowego sie nie zalapalem rok temu :/
mam ochote wyjsc na dwor, polozyc sie i poczekac na smierc. tch. co prawda nigdy tego nie robie, ale zawsze lapie mnie taki nastroj po rozmowie.
28
lutego
2007
no i po rozmowie. nie wylazlem rozczarowany, bo widocznie juz sobie nie robie nadziei na rozmowach o prace. magiel byl 45 minutowy. spodziewalem sie pytan glownie z SQL, dostalem masakre z c/c++/java/uml/xml/projektowania baz danych.(z czego 3,4,5 nie za bardzo znam)
mimo ze mowilem gosciowi ze z javy nie za bardzo sie czuje (na poczatku wypelnialem formularzyk umiejetnosci, dalem sobie 3 razy po 4 , piec razy po 2 i 15 razy po 1 w kwestii znajomosci wymienionych technologii = nie fajnie) to i tak mi zrobil masakre.
i wez tu czlowieku przejdz rozmowe kwafikacyjna z twarza. argh.
powiedzial jeszcze ze byc moze zadzwonia po mnie na druga rozmowe. watpie. podobno ta dopiero ma byc na powaznie.
osob do tej pracy jest tyle ze to czysta masakra. niezli wymiatacze tam wpadali. nie ma szans zeby sie dostac, jak dla mnie.
cholera. znowu musze polowac na oferty, co zaczynam juz nienawidzic.

16
stycznia
2007
mam stracha. tym razem nie w zwiazku z poprzednim wpisem :]
jak co dzien przegladalem oferty pracy - "programista embedded" w krakowie. czego nie. wyslalem list, cv. poszedlem z psem. oddzwonili w 30minut, lapiac mnie na dworze :/
czeka mnie polgodzinna rozmowa kwalifikacyjna, glownie po angielsku. omfg. poczulem strach. nie zebym nie znal angielskiego, w tym akurat jestem niezly. ale generalnie poczulem ze wymagania z tej ofery jakos drastycznie sie podniosly, i stad ten oddech smierci na karku :]
co prawda nie robie sobie nadziei ze przejde przez ta rozmowe, ale dowiem sie przynajmniej jaka musi byc moja znajomosc programowania, aby sobie na nastepnych takich rozmowach poradzic.

obym tylko wstal rano....
09
stycznia
2007
na emailu nie mozna juz polegac. smutna prawda.
wyslalem w imieniu dziewczyny oferte w sprawie pracy w banku na ich mail. dostalem odpowiedz "poczta nie zostala dostarczona, poniewaz uznano ja za spam, a serwer posredniczacy jest na RBL" (czarna lista serwerow przekazujacych najwiecej spamu).
sorry, ale jezeli tak ma wygladac walka ze spamem to ja dziekuje.
zeby bylo jasne - to bylo na gmail'u. wyslalem z onet'u tym razem. chyba sie zirytuje jak znowu nie dojdzie.
08
stycznia
2007
znowu wizyta w urzedzie pracy. zwolnilo sie miejsce w banku dla stazysty, to je sobie przywlaszczylem.
niestety bedzie to robota biurowa [a specjalnie interpersonalny to ja nie jestem] wiec stwierdzilem ze jeszcze poszukam czegos innego. moze cos sie trafi. jak nie zostane z niesmakiem przy tym co jest, bo darowanemu koniowi.... :/

14 września 2011, 22:19:53 | klucz ssh na gitorious |
Od niedawna przyłapałem się na tym że na gitorious.org przestał działać mój klucz ssh. Próba ponownej instalacji klucza powodowała jego odrzucanie ( " ssh key invalid " ).
Problem polega na tym ze zamiast user@host na końcu klucza trzeba wpisać swój email jaki podaliśmy przy rejestracji w gitorious.org. Być może problem nie dotyczy wszystkich, ale u mnie było to jedyne działające rozwiązanie.
04 lipca 2011, 12:48:34 | Tunelowanie esx po ssh |
Szybka notatka na przyszłość; aby wbić się na serwer ESX za pomocą vSphere poprzez tunel SSH, trzeba przeforwardować porty 443, 902, 903 oraz dodać wpis do hosts postaci
127.0.0.1 esxhost
bez tego nie pójdzie. Posiadanie wpisu określającego 127.0.0.1 jako "localhost" też z jakiegoś powodu nie wystarcza i dostaje się tajemnicze informacje o nieprawidłowym hoście, braku łączności itp.
02 sierpnia 2010, 20:12:02 | [mini] nietypowy problem CUPS |
ERRDOS - ERRbadaccess (Invalid open mode.) opening remote spool Test Page
W takiej sytuacji należy w windows w wlaściwościach drukarki odznaczyć "drukuj bezpośrednio na drukarkę". Dziwne, ale zostawię to sobie tutaj na przyszłość.